Untitled Document
rysunki Grottgera
"Znacie rysunki Grottgera? Posłuchajcie - pisał Żeromski -jak brzmi ich objaśnienie. Lepszego nie ma - i nie ma chyba lepszej spójni nigdzie nad rysunki niezapomnianego Artura i słowa naszej wielkiej poetki".12
Paradoks tego niepospolitego zjawiska, kiedy literatura dopowiada i uzupełnia treści wyrażone przez sztuki plastyczne, można wyjaśnić specyficzną okolicznością: w momencie, gdy obudziło się zainteresowanie tematyką powstańczą, malarstwo Grottgera było jedynym istniejącym wzorem ideowym kontynuującym tradycje romantyczne, do którego można było się odwołać,
a które pełniło zarazem funkcję rodzajowego poetyckiego dokumentu. Rok 1863, inaczej niż powstanie listopadowe, nie wydał bezpośrednio żadnego dzieła literackiego na swoją miarę, chociaż tak na nie oczekiwano. A wówczas "poezja Grottgerowskiego ołówka" wypełniła zadania literatury. W odczuciu pokolenia powstaniowego nie mogła ona sprostać wymaganiom chwili dziejowej, i zastąpiło ją malarstwo.
Nasilenie tego uprzywilejowania sztuk plastycznych w stosunku do literatury wystąpiło szczególnie w latach osiemdziesiątych. W tym czasie twórczość Grottgera, skupiająca wszystkie zasadnicze rysy martyrologii narodowej, stanowiła dla pokolenia, odczuwającego potrzebę apologii tematyki powstańczej, rodzaj łącznika ideowego z tradycjami literatury romantycznej i jej duchowym dziedzictwem.
Szczególną wrażliwość na sugestie płynące z dzieła Grottgerowskiego okazali wówczas młodzi adepci literatury: Konopnicka, wchodząca w latach osiemdziesiątych w życie literackie, i młody Żeromski. Fakt, że oboje odkrywają w sztuce Grottgera treści tak bliskie sobie i żywe, że nawiązują do nich bezpośrednio w swej późniejszej twórczości, zasługuje na uwagę.
Realizm Grottgerowski, jego dążność do wiernego odtworzenia rzeczy w ścisłym, ilustracyjnym rysunku, ożywiał w najdrobniejszych rekwizytach całą scenerię powstania styczniowego. Z niezwykłą wiernością odtwarzał artysta wygląd ludzi, ich ręce i twarze, a także odzież i draperie. Ten "realizm szczegółów" był według słów samego Grottgera "podniesiony do ideału", to znaczy podporządkowany w samym założeniu tendencji do uwznioślenia przedstawianych ludzi lub krajobrazu. Idealizacja ta w potocznym rozumieniu wiodła niekiedy wyobraźnię Grottgera ku fikcji literackiej, do "wymyślania" zjawisk i sytuacji w rzeczywistości nie istniejących, często o znaczeniu alegorycznym lub symbolicznym. Język malarski w kartonach Grottgera przemawiał wówczas językiem epickiej poezji. Przedstawiając heroizm walki i amtosferę męczeństwa w wyższym stopniu niż do wzorów malarskich nawiązywała ona do polskiej poezji romantycznej.
Na te specyficzne odrębności stylu Grottgera zwrócił właśnie uwagę Stefan Żeromski. Autor "Rozdzióbią nas kruki, wrony", zanim jako twórca zabierze głos w wielkiej dyskusji narodowej i społecznej w obronie sensu i znaczenia powstania jako najwyższej miary nieustępliwej walki o wolność i wartości moralne, z uznaniem wspomina słowa recenzenta z "Prawdy" po obejrzeniu wystawy grottgerowskiej:
"
|
 |